Strony

poniedziałek, 3 lipca 2017

254. Rozstanie

Jeszcze tak niedawno oboje na to czekaliśmy, ja z trwoga a A. z niecierpliwością. Bałam się jak to będzie ale wiedziałam, że to dla A. ogromna szansa. Nie mogłam powiedzieć 'NIE'.

No i stało się...


***


Zastanawiacie się pewnie o co chodzi.
No więc wyjaśniam.
Mój wspaniały małżonek od dwóch lat studiuje Biomedical Science na Salford University. Nie wszyscy też wiedzą, że jest bardzo ambitny. Tak więc jak tylko usłyszał, że jest wyjazd do Ugandy i poszukują wolontariuszy od razu się zgłosił.
Powiem szczerze, że jak o tym usłyszałam to nie byłam zachwycona. Zastanawiałam się jak pogodzę pracę z opieką nad dziewczynkami, zupełnie sama. W końcu to miałby być wyjazd na cztery tygodnie.
A. od razu zadzwonił do swojej mamy i poprosił o pomoc, że w razie gdyby to jego wybrali to czy przyleci i pomoże mi z dziewczynkami. Zgodziła się.

No to tak pokrótce :)


***


Tygodnie mijały i przyszedł czas wyjazdu. Bałam się tego dnia. Nie o siebie, nie nie. Bałam się o A., w końcu to nie wczasy w pięciogwiazdkowym hotelu, tylko dzika Afryka.
Jednak cóż miałam zrobić.

Pojechał.

Dzwonił codziennie, bo taką mamy umowę.
Dziś mijają trzy tygodnie z czterech i na szczęście wszystko jest ok. Cieszę się, bo został tylko tydzień i mój A. znów będzie z nami w domku.

Radzimy sobie, bo przecież jest mama A. Ale to nie to samo.
Dzięki tej rozłące wiem, że na dłuższą metę oboje nie dalibyśmy rady, my musimy być razem :)
Do tego dziewczynki tęsknią za tatą strasznie. Amelka może nie tak bardzo, bo jest jeszcze malutka, ale Andy już doskonale rozumie, że taty nie ma. Często wieczorami przed snem płacze do taty. A najgorzej jest kiedy mam iść do pracy, wtedy dosłownie muszę się kryć i wychodzić po cichutku żeby mnie nie widziała, bo jest histeria. Niestety pracować muszę, poza tym jest mama i wiem, że krzywda jej się nie dzieje.

Mimo wszystko jest bardzo ciężko :(
Nie ma jak to we dwoje.


***


Jeśli natomiast chodzi o sam wyjazd A. to właśnie spełnia się w roli przyszłego laboranta (chyba dobrze nazwałam :))
Robi to co lubi i to z czym będzie związana jego przyszłość (badanie krwi, badanie DNA, itp.). Nuda ale on to uwielbia :)

Poza tym niesamowita okazja zobaczenia Ugandy, od tej prawdziwej naturalnej strony.
Ze zdjęć i relacji wiem, że jest super.

A to parę zdjęć...






Wszystkie zdjęcia są autorstwa mojego męża :)


***


Na koniec pochwalę się jeszcze, że A. Aplikował o pracę w laboratorium w szpitalu na oddziale hematologii i dostał ją :)
Jestem z niego bardzo DUMNA :*

12 komentarzy:

  1. O rany!Nic wczesniej nie pisnęłaś, a tu taka wyprawa. Dobrze, że to tylko tydzień i będziecie w komplecie. Ja wiem, ze w kazdej sytuacji dasz sobie radę, ale dobrze, ze teściowa na posterunku! Trzymajcie się dziewczyny. To już niedługo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Danusiu, nie pisnęłam bo dni przeskakują jak w kalejdoskopie. Jak już wydaje mi się, że trochę to nasze życie zwalnia i wraca do normy to znów czymś nowym nas zaskoczy i tak w kółko... Nawet na blogowanie mam mniej czasu... Ale tak to niestety jest :)
      Jednak nic złego się nie dzieje, bo są to same pozytywne rzeczy więc tylko się uśmiecham i przeskakuję z dnia na dzień :)

      Usuń
  2. Wow! Wyprawa życia!!! Dobrze, że został tylko tydzień:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu już nie mogę się jego doczekać :)

      Usuń
  3. Kochana podziwiam i Twojego A. i Ciebie! To piękne co On robi :) i piękne jest to co Ty robisz dla Niego :*** Mójci wyjechał kiedyś na kurs na 2 tygodnie i myślałam, że zwariuję z tęsknoty. A nie było to aż tak daleko jak Twójci. Także tym bardziej Cię podziwiam. Dobrze, że możesz liczyć na Teściową :) Buziaki dla Was :*********

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście już w niedzielę raniutko będzie w domku :)
      A za teściową jestem cholernie wdzięczna, bo to fantastyczna babka :)

      Usuń
  4. Podziwiam i Ciebie i męża :) Jak sama piszesz razem , czyli we dwoje jest najlepiej !!
    A zobaczyć Ugandę nie każdemu jest dane, to bądź tym bardziej dumna ze swojego męża :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem, jestem dumna Beatko :)
      I jak piszesz zobaczyć Ugandę to okazja życia :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. podziwiam za serce i odwagę :)czas jednak szybko leci i zaraz będziecie się cieszyć sobą:)
    a doświadcxzenia tego pokroju nie da się nigdzie kupić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie napisane...
      To co zobaczy i przeżyje zostanie mu na zawsze :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Już za chwilę będziecie razem. Takie wyjazdy to często jest duża szansa dla rozwoju, ale też stres. Gratulacje dla męża z okazji nowej pracy :)

    OdpowiedzUsuń