Strony

środa, 8 listopada 2017

263. Halloween 2017

Pierwszy raz obchodziłyśmy to święto z dziewczynkami właśnie w tym roku...
Z racji tego, że mieszkamy na wyspach nie dało się przejść obok i po prostu nie zareagować.
Andrea od tygodnia już pytała czy na pewno będziemy chodzić po domkach i zbierać cukierki hihihi Miałyśmy też oczywiście przygotowane kostiumy dla dziewczynek, więc same widzicie :)
Zresztą ja sama miałam ogromną frajdę odwiedzając ludzi i podpatrywać ich niesamowite dekoracje :) Czasem były naprawdę straszne :)

O co w tym wszystkim chodzi to wszyscy wiedzą...
Chciałam tylko wam pokazać nasze pierwsze
halloweenowe kostiumy :)




Amelka - mała biedroneczka ...
A Andrea - wiedźma hihihi
Czyż nie są urocze :)???

Buziaki dla was kochani...

piątek, 27 października 2017

261. Wymianka z Renią

Piękny październikowy poranek nas dziś przywitał... Aż chce się żyć :)
Amelka już w przedszkolu... Andrea zjada śniadanko, (miała tydzień wolnego w szkole)... a ja mam czas na kawkę i blogowanie :) Czeka mnie zaległy post a potem spacer z Andreą i poszukiwanie bucików na jesienne dni :)
A więc zaczynamy...

***

Dziś pochwalę się wam moją wymianką ze wspaniałą kobietką... Ciepłą, rodzinną, serdeczną...
Renia prowadzi bloga to co mam w głowie... i koniecznie musicie zajrzeć do niej, bo to istna artystka :) Nie ma chyba dziedziny, której by nie spróbowała. A wszystko co robi jest po prostu cudowne.
Ja już wiem, że to na pewno nie będzie ostatnia nasza wymianka i o ile Renia też wyrazi chęć to jeszcze nie raz będę się wam nią chwalić :)
 Chcę też zaznaczyć, że wszystkie zdjęcia są autorstwa Reni i za jej zgodą umieściłam je na swoim blogu... Dziękuję kochana :)

Tym razem wymianka była połączona z zabawą "podaj dalej", w której Renia wzięła udział u mnie na blogu. Zasady wszyscy znają więc nie ma sensu o nich pisać.
Renia dostałą ode mnie takie oto prezenty :) Oczywiście herbatka prosto z Anglii, coś słodkiego, parę mydełek no i jakieś przydasie. Drobnostki ale mam nadzieję, że nowa właścicielka jest zadowolona :)



Natomiast na wymiankę przygotowałam dla Reni te oto cuda.

Zazdrostka...
Miały być dwie, jedna 60cm, druga 90cm... Z racji braku czasu wysłałam jedną a druga już jeszcze się dzierga. Nie chciałam po prostu, żeby Renia czekała na całą paczkę jeszcze dłużej :) Także niebawem będą dwie.


Koszyczek.
Wysłałam go, bo wiem że Renia zrobi z niego cudo :)
I do tego serwetka :)Tak mi się spodobał wzór, że sobie zrobiłam dwie identyczne :)


Poszewka na podusię :) I ręczniczek kuchenny :)


I na koniec podarowałam Reni firaneczkę, która zrobiłam dużo wcześniej.
Firaneczka długo leżała i czekała na odpowiednią chwilę... Wiem, że to był trafiony prezent, bo firaneczka prezentuje się u Reni przepięknie.


Sami zobaczcie :)


***

A teraz czas na prezenty od Reni...
Gdy otworzyłam paczuszkę byłam w szoku... Tyle piękności mi Renia podarowała, odebrało mi mowę... Serio...
Przecudne królisie dla moich dziewczynek... Reniu nie mogłaś im podarować lepszego prezentu... Do dziś obie śpią z nowymi przyjaciółkami. I gdyby nie to, że nie można brać zabawek do przedszkola to pewnie Amelka i tam by królisię zabierała :)))
Bardzo bardzo dziękuję w imieniu dziewczynek :*


 A dla mnie przyszły pudełeczka różnego rodzaju i wielkości...
Wspaniale, bo teraz większość moich drobnostek znajdzie mieszkanko :)


Najbardziej przypadło do gustu mi to oto na herbatkę :)
Reniu, jest idealne do mojej kuchni :*
Dziękuję...


Kilka deseczek, których nigdy dość...
Uwielbiam je...


No i moje wymarzone pojemniczki... Reniu kolor jest idealny...
Tak długo szukałam pojemniczków w tym kolorze a wystarczyło tylko poprosić Renię i proszę :)
Powiem Wam, że teraz moja kuchnia jest kompletna :)


I jeszcze skrzyneczka jak ja ją to nazwałam :)
I wymyśliłam sobie, że w niej będe miała swoje kaktusiki... Póki nie wymyślę czegoś lepszego :)




 ***

Podsumowując...
 ...wymianka niesamowicie owocna w prezenty...
Same wspaniałości...
I jeśli uszczęśliwiłam Renię choć w 1% tak jak ona mnie to bardzo się cieszę...


Wszystkie moje wymianki do tej pory były świetne, bo każda z was jest niesamowicie uzdolniona. Do tego schlebia mi, że to właśnie ze mną chcecie się 'wymienić' :)
Więc jeśli na przyszłość któraś ma ochotę to śmiało zapraszam :)

Pozdrawiam i miłego weekendu...

niedziela, 22 października 2017

260. Drugi przedszkolak w domu...

... hmmmm, to już nie przelewki.
Dziewczynki rosną a matka się starzeje :(
Andrea to już uczennica, od tego roku w zerówce a Amelka zaczęła przedszkole od września.

***

Sami zobaczcie jakie one już duże...
Robiąc te zdjęcia miałam łzy w oczach. Łzy radości, że tak bardzo szczęśliwe mam życie... Proste ale szczęśliwe.

Dziewczynki są moim całym światem i sensem życia.
Kocham je najmocniej na świecie.

***

Codziennie rano ubieramy się i prowadzam jedną do szkoły a drugą do przedszkola. Obie chętnie chodzą do swoich grup. Uwielbiają swoje panie i swoich przyjaciół. A mnie serce rośnie patrząc na nie codziennie. Na te ich uśmiechnięte buźki :)

***

No cóż czegóż chcieć wiecej od życia :)???
Chyba tylko by czas trochę zwolnił :)))

Buziaki dla was kochani

czwartek, 12 października 2017

259. Tydzień z rodzicami

 Ci z was, którzy są z nami od początku wiedzą, że moi rodzice są baaaardzo daleko. Mieszkają w NY więc nie mogą być z nami często. Nie dzielą z nami radości i smutków... Są z nami duchem lecz nie ciałem :(
Dlatego jeśli tylko nadarzy się okazja do spotkania wykorzystujemy ją na 100%.

W tym roku nadarzyła się właśnie taka okazja i moi kochani rodzice odwiedzili nas na angielskiej ziemi :)
Było cudownie... W końcu i dziewczynki i rodzice mieli czas na cieszenie się sobą. Wspaniale było na nich patrzeć, na ich radość. Zresztą sami zobaczcie :)


Dziewczynki nie odstępowały dziadków na krok.
A przyznam, że obawiałam się ich reakcji... Bo przecież skype nie zastąpi spotkań i relacji międzi nimi na żywo. Jednak teraz wiem, że nie było czego się obawiać. Dziewczynki pokochały dziadków, a dziadkowie uwielbiają dziewczynki.


Od tej wizyty minęło już parę tygodni a ja nadal uwielbiam wracać do niej wspomnieniami. Uwielbiam patrzeć na zdjęcia i wyobrażać sobie, że rodzice jednak są z nami tu blisko...


Brakuje mi ich często...
Jednak cieszę się, że mimo odległości możemy codziennie ze sobą rozmawiać i codziennie się widzieć (skype)... Cieszę się, że są zdrowi i czekam na kolejne spotkanie :)


Kocham Was...


<3

środa, 30 sierpnia 2017

258. #nasze walijskie wakacje

Urlop minął ale wspomnienia zostały...
Należało nam się trochę odpoczynku i wspólnego czasu. Rodzinne wakacje we czworo uwielbiam najbardziej.I przynajmniej raz w roku staramy się spędzić czas razem tak na 100%... Bez pracy, obowiązku, że coś trzeba, bez przyjaciół i reszty rodziny, tak w ogóle bez reszty świata. Ten czas urlopowy to czas tylko dla NAS :)

Zawsze staramy się też wybierać miejsca nam jeszcze nie znane... Lubimy podróże i uwielbiamy poznawać nowe... Nie ważne czy to daleko czy blisko, ważne, że nowe nieznane :)

W tym roku, postawiliśmy na Walię.
Z początku plany były inne, Hiszpania albo Cypr, jednak ze względów finansowych padło na bliżej nas położoną Walię :)
Powiem szczerze, że trafiony idealnie wybór.

Zatrzymaliśmy się w hotelu Hampton by Hilton w Newport. Bardzo polecam. Łatwo znaleźć, miła obsługa i co dla nas najważniejsze czyste i duże pokoje, no i fantastyczna łazienka... Jedyny mały minus dla nas to to, że nie mają wanien tylko same prysznice. Liczyliśmy, że poszalejemy z długimi kąpielami wieczorkiem ale niestety... Ogólnie hotel wypadł bardzo dobrze.
Mieliśmy kilka przygód już na miejscu, np. wizyta z Amelką w szpitalu :( Ale dzięki temu dowiedzieliśmy się o miejscach, które warto w Walii odwiedzić. A podzielił się nimi z nami pan ratownik z karetki, która jechałam z Amelką do szpitala.
Swoją drogą to zadbali o nią super. Nie pozwolili nam jechać własnym autem tylko wysłali ratownika a ten zadzwonił po karetkę transportową :) Miła odmiana :) Dzięki Bogu to nie było nic poważnego i urlop mieliśmy udany...

Każdego dnia odwiedzaliśmy inne miejsca. Fakt, że zjeździliśmy trochę Walię, wcale nam nie przeszkadzał, bo było naprawdę warto.

***

Pierwszego dnia odwiedziliśmy szpital...


...i wspaniałą plażę w Rhossili... Cóż ja tu będę pisać, zobaczcie sami jak tam jest cudnie.








***

Kolejnego dnia odwiedziliśmy kolejną plażę Barry Island...
Tym razem trochę wiało ale poradziliśmy sobie :)



***

Odwiedziliśmy też wspaniałe jaskinie Dan yr Ogof





***

Byliśmy też zobaczyć Stonehenge.
No mieszkać w UK i nie zobaczyć tego na własne oczy :))) ??? No więc byliśmy i widzieliśmy...






***

Niestety wszystko co wspaniałe szybko się kończy.
Najważniejsze, że wypoczęliśmy i chyba nawet bardziej zbliżyliśmy się z A. do siebie... Ostatnio za dużo mieliśmy stresu, tym bardziej ciesze się, że przetrwaliśmy i jesteśmy silniejsi.
Kocham moją family bardzo bardzo mocno...
Ju ż odliczam czas do następnych wakacji :)


wtorek, 8 sierpnia 2017

257. Serwetka nr. 2

Kolejna piękna serwetka.
Okrągła, bo takie ostatnio najbardziej mi podpasowały.


 Wybierając wzór już wiedziałam, że będzie śliczna ale efekt końcowy wyszedł jeszcze lepiej.
Mam nadzieję, że nowej właścicielce również się spodoba :)

***

Użyłam białego kordonka ADA15 i szydełka 0,75mm.
A gdyby ktoś miał ochote to posiadam schemat i chetnie podeślę :)
Pozdrawiam


wtorek, 25 lipca 2017

256. Andy's first Graduation

No i stało się...
Nareszcie upragnione wakacje a moja Andy dostała dyplom i promocję do Reception, czyli tzw. zerówki :) Hurrra


A tu filmik jak moja pszczółka odbiera swój dyplom :)
 

Nie myślałam, że się tak wzruszę...
Parę łez otarłam :)

Kurczę, to oznacza, że mam już dużą dziewczynkę...
Jestem z niej taka dumna ale chciałabym zatrzymać czas i aby dziewczynki zawsze były takie małe. Niestety tak się nie da i to mnie dołuje.
Ale póki co cieszmy się naszymi wspólnymi wakacjami...
HURRRRRA....

środa, 19 lipca 2017

255. Czworo nas... Teraz jest idealnie.

I jest jak dawniej.
Dokładnie tak jak być powinno.
Ja, A. i dziewczynki, czyli jesteśmy znów w komplecie :)

A. wrócił nareszcie z Ugandy...
Opalony i pełen wrażeń. Zdobył doświadczenia zawodowego, poszerzył horyzonty i częściowo zwiedził niedostępne zakątki Ugandy.
Jednak co najważniejsze, przekonał się nareszcie, że pieniądze szczęścia nie dają. Widział tam ludzi biednych ale bardzo szczęśliwych. I mam nadzieję, że nauczył się czegoś od nich w tej kwestii :)
Pomyślicie teraz sobie pewnie, że mój A. to materialista i wszystko sprowadza do pieniądza. Ale to nie tak. On po prostu chciałby żyć tak by się o nic nie musieć martwić. I choć tak się nie da, bo zawsze są jakieś problemy, to on nie przyjmował tego do wiadomości. Aż do teraz :)

No to tyle na dziś...
Zobaczcie tylko jeszcze jak powitały tatę dziewczynki :)
Wszystkie trzy jesteśmy mega szczęśliwe, że znów mamy go w domku 





No i co nam przywiózł z Ugandy :)





poniedziałek, 3 lipca 2017

254. Rozstanie

Jeszcze tak niedawno oboje na to czekaliśmy, ja z trwoga a A. z niecierpliwością. Bałam się jak to będzie ale wiedziałam, że to dla A. ogromna szansa. Nie mogłam powiedzieć 'NIE'.

No i stało się...


***


Zastanawiacie się pewnie o co chodzi.
No więc wyjaśniam.
Mój wspaniały małżonek od dwóch lat studiuje Biomedical Science na Salford University. Nie wszyscy też wiedzą, że jest bardzo ambitny. Tak więc jak tylko usłyszał, że jest wyjazd do Ugandy i poszukują wolontariuszy od razu się zgłosił.
Powiem szczerze, że jak o tym usłyszałam to nie byłam zachwycona. Zastanawiałam się jak pogodzę pracę z opieką nad dziewczynkami, zupełnie sama. W końcu to miałby być wyjazd na cztery tygodnie.
A. od razu zadzwonił do swojej mamy i poprosił o pomoc, że w razie gdyby to jego wybrali to czy przyleci i pomoże mi z dziewczynkami. Zgodziła się.

No to tak pokrótce :)


***


Tygodnie mijały i przyszedł czas wyjazdu. Bałam się tego dnia. Nie o siebie, nie nie. Bałam się o A., w końcu to nie wczasy w pięciogwiazdkowym hotelu, tylko dzika Afryka.
Jednak cóż miałam zrobić.

Pojechał.

Dzwonił codziennie, bo taką mamy umowę.
Dziś mijają trzy tygodnie z czterech i na szczęście wszystko jest ok. Cieszę się, bo został tylko tydzień i mój A. znów będzie z nami w domku.

Radzimy sobie, bo przecież jest mama A. Ale to nie to samo.
Dzięki tej rozłące wiem, że na dłuższą metę oboje nie dalibyśmy rady, my musimy być razem :)
Do tego dziewczynki tęsknią za tatą strasznie. Amelka może nie tak bardzo, bo jest jeszcze malutka, ale Andy już doskonale rozumie, że taty nie ma. Często wieczorami przed snem płacze do taty. A najgorzej jest kiedy mam iść do pracy, wtedy dosłownie muszę się kryć i wychodzić po cichutku żeby mnie nie widziała, bo jest histeria. Niestety pracować muszę, poza tym jest mama i wiem, że krzywda jej się nie dzieje.

Mimo wszystko jest bardzo ciężko :(
Nie ma jak to we dwoje.


***


Jeśli natomiast chodzi o sam wyjazd A. to właśnie spełnia się w roli przyszłego laboranta (chyba dobrze nazwałam :))
Robi to co lubi i to z czym będzie związana jego przyszłość (badanie krwi, badanie DNA, itp.). Nuda ale on to uwielbia :)

Poza tym niesamowita okazja zobaczenia Ugandy, od tej prawdziwej naturalnej strony.
Ze zdjęć i relacji wiem, że jest super.

A to parę zdjęć...






Wszystkie zdjęcia są autorstwa mojego męża :)


***


Na koniec pochwalę się jeszcze, że A. Aplikował o pracę w laboratorium w szpitalu na oddziale hematologii i dostał ją :)
Jestem z niego bardzo DUMNA :*