Strony

środa, 19 lipca 2017

255. Czworo nas... Teraz jest idealnie.

I jest jak dawniej.
Dokładnie tak jak być powinno.
Ja, A. i dziewczynki, czyli jesteśmy znów w komplecie :)

A. wrócił nareszcie z Ugandy...
Opalony i pełen wrażeń. Zdobył doświadczenia zawodowego, poszerzył horyzonty i częściowo zwiedził niedostępne zakątki Ugandy.
Jednak co najważniejsze, przekonał się nareszcie, że pieniądze szczęścia nie dają. Widział tam ludzi biednych ale bardzo szczęśliwych. I mam nadzieję, że nauczył się czegoś od nich w tej kwestii :)
Pomyślicie teraz sobie pewnie, że mój A. to materialista i wszystko sprowadza do pieniądza. Ale to nie tak. On po prostu chciałby żyć tak by się o nic nie musieć martwić. I choć tak się nie da, bo zawsze są jakieś problemy, to on nie przyjmował tego do wiadomości. Aż do teraz :)

No to tyle na dziś...
Zobaczcie tylko jeszcze jak powitały tatę dziewczynki :)
Wszystkie trzy jesteśmy mega szczęśliwe, że znów mamy go w domku 


video


No i co nam przywiózł z Ugandy :)





poniedziałek, 3 lipca 2017

254. Rozstanie

Jeszcze tak niedawno oboje na to czekaliśmy, ja z trwoga a A. z niecierpliwością. Bałam się jak to będzie ale wiedziałam, że to dla A. ogromna szansa. Nie mogłam powiedzieć 'NIE'.

No i stało się...


***


Zastanawiacie się pewnie o co chodzi.
No więc wyjaśniam.
Mój wspaniały małżonek od dwóch lat studiuje Biomedical Science na Salford University. Nie wszyscy też wiedzą, że jest bardzo ambitny. Tak więc jak tylko usłyszał, że jest wyjazd do Ugandy i poszukują wolontariuszy od razu się zgłosił.
Powiem szczerze, że jak o tym usłyszałam to nie byłam zachwycona. Zastanawiałam się jak pogodzę pracę z opieką nad dziewczynkami, zupełnie sama. W końcu to miałby być wyjazd na cztery tygodnie.
A. od razu zadzwonił do swojej mamy i poprosił o pomoc, że w razie gdyby to jego wybrali to czy przyleci i pomoże mi z dziewczynkami. Zgodziła się.

No to tak pokrótce :)


***


Tygodnie mijały i przyszedł czas wyjazdu. Bałam się tego dnia. Nie o siebie, nie nie. Bałam się o A., w końcu to nie wczasy w pięciogwiazdkowym hotelu, tylko dzika Afryka.
Jednak cóż miałam zrobić.

Pojechał.

Dzwonił codziennie, bo taką mamy umowę.
Dziś mijają trzy tygodnie z czterech i na szczęście wszystko jest ok. Cieszę się, bo został tylko tydzień i mój A. znów będzie z nami w domku.

Radzimy sobie, bo przecież jest mama A. Ale to nie to samo.
Dzięki tej rozłące wiem, że na dłuższą metę oboje nie dalibyśmy rady, my musimy być razem :)
Do tego dziewczynki tęsknią za tatą strasznie. Amelka może nie tak bardzo, bo jest jeszcze malutka, ale Andy już doskonale rozumie, że taty nie ma. Często wieczorami przed snem płacze do taty. A najgorzej jest kiedy mam iść do pracy, wtedy dosłownie muszę się kryć i wychodzić po cichutku żeby mnie nie widziała, bo jest histeria. Niestety pracować muszę, poza tym jest mama i wiem, że krzywda jej się nie dzieje.

Mimo wszystko jest bardzo ciężko :(
Nie ma jak to we dwoje.


***


Jeśli natomiast chodzi o sam wyjazd A. to właśnie spełnia się w roli przyszłego laboranta (chyba dobrze nazwałam :))
Robi to co lubi i to z czym będzie związana jego przyszłość (badanie krwi, badanie DNA, itp.). Nuda ale on to uwielbia :)

Poza tym niesamowita okazja zobaczenia Ugandy, od tej prawdziwej naturalnej strony.
Ze zdjęć i relacji wiem, że jest super.

A to parę zdjęć...






Wszystkie zdjęcia są autorstwa mojego męża :)


***


Na koniec pochwalę się jeszcze, że A. Aplikował o pracę w laboratorium w szpitalu na oddziale hematologii i dostał ją :)
Jestem z niego bardzo DUMNA :*

niedziela, 11 czerwca 2017

253. Zabawa 'Podaj dalej'...

Jakiś czas temu zgłosiłam se do zabawy u Beatki na blogu My kobiety.
Wiedziałam, że Beatka jest zdolna ale takich cudów się nie spodziewałam.
Było coś dla mamy i coś dla dziewczynek :) Niestety słodkości nie dotrwały do zdjęć, dziewczynki obsłużyły się tuż zaraz po otwarciu paczki :)
Ale co ja tu będę was nudzić pisaniem, sami zobaczcie i oceńcie :)







 Beatko bardzo dziękuję za prezenty, są cudne!!!
  Teraz ja zapraszam do kontynuacji zabawy.
Dwie pierwsze osoby, które zapiszą się pod tym postem dostaną ode mnie rękodzieło mojej produkcji :) Na przygotowanie prezentu mam rok, jedyny warunek to taki, że po otrzymaniu
                  prezentu osoba, która się zgłosiła ogłasza taką samą zabawę u siebie na blogu :)
No więc powodzenia :)

wtorek, 9 maja 2017

252. Lubicie słońce...?

...Bo my baaardzo.... 
Zawsze kiedy tylko mamy czas i dopisuje pogoda to korzystamy na maksa.
Dokładnie tak jak dziś :)

***

Pogoda jest przekorna. Jak czytam wasze blogi to piszecie, że w Polsce jest chłodniej. Za to u nas wiosna na całego. Nareszcie :)
Pisząc teraz posta zegarek wskazuje godzinę 4:18pm, a jest tak cieplutko jakby słonko dopiero miało się budzić i rozpoczynać dzień.
Cały dzień spędziłam dziś z dziewczynkami na dworze. Najpierw z Amelką, bo Andy była w szkole, a teraz kiedy Mela śpi my korzystamy z ciepełka z Andy :)



 Początkowo dzień zapowiadał się dość chłodno, termometr wskazywał tylko 15℃. Ale ja już nauczyłam się, że jeśli na wyspach nie pada deszcz to trzeba korzystać i spędzać czas na dworze :) Tak więc ubrałyśmy się z Melką nieco cieplej i rozpoczęłyśmy dzień :)



Jednak nic mylnego, bo dosłownie po pół godzinie musiałyśmy się rozbierać :)
Zrobiło się tak fajnie cieplusio :)
Zafundowałyśmy sobie więc z Melką dłuuuugi spacerek...


A to już zdjęcie z naszego tarasu :)
Mela kombinowała co by za numer tu na stole wykręcić :)


Po intensywnym przedpołudniu Amelka zasnęła... co jej się od miesięcy rzadko kiedy zdarza :)
Ja odebrałam Andy ze szkoły i nawet lepiej, że byłam sama, na spokojnie mogłam się skupić na Andy.
Zawsze drżę jak jedzie rowerem a dziś właśnie wracała ze szkoły na rowerze :) Obiecałam jej to już rano więc jak się powiedziało A to trzeba było powiedzieć i B :)


A tu już plażing podwórkowy hihihi
Mela nadal śpi, tatko się uczy (jutro ma egzaminy) a my dalej korzystamy :)


 Ok kochani, tak to właśnie u nas mijają spokojne ciepłe dni :)
A jak to jest u was????
 
***

Idę sobie teraz zrobię kawkę i przyniosę książkę... Może uda się jeszcze spokojnie poczytać choć trochę :) Bo potem czeka mnie nauka pisania z Andy :)
Buziaki i pozdrawiamy wtorkowo :)

poniedziałek, 8 maja 2017

251. Wieszak na opaski

Mając dwie dziewczynki w domu ciężko jest się ogarnąć z ilością rzeczy :) 
Mnóstwo ubrań, tyleż samo butów i mnóstwo ozdób do włosów :) 
I tak jak ze spinkami i gumkami sobie poradziłam, mamy specjalne pudełko, tak był problem z opaskami. Dziewczynki mają ich dość sporo a ja nijak nie miałam na nie pomysłu. Przy każdym sprzątaniu, przynajmniej raz w tygodniu, przekładałam je z miejsca na miejsce. W końcu powiedziałam dość i któregoś dnia w sieci znalazłam fajne rozwiązanie swojego problemu.

Zdjęcie zaczerpnięte z internetu

Wieszak na opaski :) Wspaniałe rozwiązanie...
Bardzo mi się spodobało. Więc pokombinowałam, dodałam coś od siebie i poprosiłam prawdziwą szyciową królową o pomoc w zrealizowaniu mojego projektu :) 

Tak wyglądają nasze wieszaczki już na ścianie u dziewczynek :)










Tak prezentują się w całej okazałości :)


Uwielbiam tę ścianę :)






A wy co sądzicie o takim rozwiązaniu???

No i zajrzyjcie koniecznie na bloga do Anetki, która tworzy przy maszynie cuda :)
Ja zakochałam się w jej szyciu i myślę nad kolejnym szyciowym planem :)


***


Pozdrawiam


niedziela, 30 kwietnia 2017

250. Monkey Forest (uwaga, duuuuuużo zdjęć :))

Jeszcze przed świętami odwiedziła nas moja teściowa. Nie mogła przylecieć na same święta ale cieszymy się, że w ogóle dała radę :) Dziewczynki uwielbiają babcię, a i ja nie narzekam, bo teściową mam wspaniałą :) Pewnie się dziwicie, że tak piszę ale my naprawdę się dogadujemy. Nasza relacja przeczy tym wszystkim głupim kawałom o teściowych hihihi


***


Wykorzystując jej obecność chcieliśmy się wyrwać gdzieś z dziewczynkami poza miasto. Weekend zapowiadali słoneczny Więc idealnie się składało :)
Wybraliśmy się więc do Monkey Forest. A. był tam rok wcześniej z uczelnią na dniu poznawczym. Tak bardzo był zachwycony, że postanowił nam pokazać to miejsce. I rzeczywiście było warto.
Tym bardziej, że to tylko godzinka jazdy autem od Manchesteru :)

Jeśli lubicie piesze wycieczki, naturę i zwierzęta biegające wolno to to miejsce jest idealne dla was :)
Zresztą sami zobaczcie. Tylko ostrzegam, że będzie duuuużo zdjęć :)



Małpki są przyjazne i raczej nie zaczepiają ludzi.
Jednak lepiej ich nie dokarmiać i samemu też nic nie jeść, bo mogą się same obsłużyć hihihi
Już poza samym parkiem jest idealne miejsce na piknik. Jest tam mała restauracja, plac zabaw dla dzieci i co najważniejsze dużo miejsca by móc rozłożyć kocyk i rozkoszować się wspaniała naturą.

Do tego miejsce samo w sobie ma naturalny urok...
Ja byłam zachwycona. Na zdjęciach uwieczniłam to co najbardziej mnie urzekło. Zdjęcia może nie są idealne, bo robione komórką, ale widać przynajmniej o czym piszę.













Na zdjęciu uwieczniłam też mojego osobistego fotografa przy pracy :)
W końcu się udało.






Moich roześmianych buziek też nie mogło tu zabraknąć.
Nie byłabym sobą gdybym ich wam dziś nie pokazała :)
💗







I cała nasza szczęśliwa czwórka
💗














Przyznam szczerze, iż myślałam,że dziewczynkom szybko się znudzi takie spacerowanie. Ale one miały niesamowitą frajdę... W końcu mogły biegać do woli i nikt im niczego nie zabraniał :) Szalały, krzyczały,poznały inne dzieci z którymi się potem bawiły na placu zabaw, a my mieliśmy spokoju do woli :)
Najśmieszniejsze jest to, że po powrocie do domku cała piątka zapadła w drzemkę :) Słoneczko i długi spacer jednak zrobiły swoje.

Było tak fajnie, że już planuję kolejny weekendowy wyjazd.
Choć tym razem tylko we czwórkę :)