Strony

wtorek, 6 grudnia 2016

238. Serwetka

Pierwsza...
ale na pewno nie ostatnia.
Zasmakowałam w dzierganiu tego typu serwetek :)


Prosta...
piękna...
i wszędzie się wpasuje.


A Wy co myślicie?


Wyszło mi? 



piątek, 2 grudnia 2016

237. Day out

Tak trochę jestem zła...
Może nie na siebie, bo niezależne to wszystko ode mnie ale jednak uczucie złości jest.
A blog to miejsce gdzie mogę rozładować swoje napięcie, bo Wy jak nikt inny zrozumiecie i nie poskąpicie słowem otuchy :)

Odkąd Andrea zaczęła szkołę to większość dnia spędza tam a nie z nami :(
Często bywa tak, że staram się zorganizować wtedy Amelce jakieś zajęcia poza domem, bo dzieciątko mi się najnormalniej nudzi siedząc dzień w dzień z matką :) Najczęściej są to jakieś spacery, albo po prostu robimy razem zakupy. Ale czasem zdarzy się coś zupełnie nieoczekiwanego. Dokładnie tak jak dziś :)
Pojechaliśmy do centrum, na zakupy oczywiście. Ale trafiła się naprawdę fajna atrakcja...Zagroda Św. Mikołaja :) Hmmmm, pomyślicie co w tym nadzwyczajnego??? A no to, że moje dziewczyny nie wiedzą co to śnieg... Niestety ten kto mieszka na wyspach wie o czym piszę.





Widzicie ile radości ma moje dziecię?
I mimo, iż to tylko sztuczny śnieg to zawsze to coś :)


No i doszliśmy do sedna...
Mam straszne wyrzuty sumienia, że coś tracimy... Andy rośnie i czasu tylko dla nas mamy coraz mniej :( Smutne to strasznie... W rekompensacie kilka tygodni temu postanowiłam, że w każdą sobotę kilka godzin spędzę tylko z Andy. Porobimy coś tylko we dwie...
Na jutro mam przygotowany zestaw do dekorowania :) A czego to dowiecie się następnym razem :)

***

Takie dziś podsumowanie zrobiłam przyglądając się szczęśliwej Amelce...





czwartek, 1 grudnia 2016

236. Najlepiej to nie chorować... Cz.4.

Stęskniłyście się???
Ja baaaardzo...

***

Pamiętacie kiedy zaczęły się moje kłopoty z ręką??? Było to tak dawno temu, że ja już chyba nawet nie pamiętam. Wiem tylko, że jest postęp :)
Ostatnio pisałam wam, że ustalono mi termin operacji i potem miałam długą przerwę w pisaniu.

No więc operacja odbyła się planowo, 26 września. Nie będę pisać przebiegu, bo to strasznie nudne :) Najważniejsze, że wszystko się udało. W sumie trwało to około 4 godzin ale teraz wiem, że było warto :)
Po zabiegu byłam lekko unieruchomiona, 7 tygodni gipsu, co uniemożliwiało mi codzienne funkcjonowanie. Powiem szczerze, że nie miałam ochoty na nic. Stąd ta moja długa nieobecność na blogu. Wstyd się przyznać ale nie umiem klikać jedną ręką (mimo, iż jestem praworęczna a gips miałam na lewej). Męczyło mnie to i sobie odpuściłam na jakiś czas.
Nie było łatwo. I tu wielkie podziękowania dla mojego A., był wspaniały :* Przez pierwsze tygodnie robił praktycznie wszystko, nawet wziął dwutygodniowe wolne w pracy :) Nasze dziewczynki miały mamę i tatę w jednej osobie. A mój A. miał nie dwoje ale troje dzieci :)
Teraz jestem już parę tygodni bez gipsu i jest naprawdę nieźle. W tej chwili mam rehabilitację ale ja już widzę efekty. Fakt, nadgarstek boli mnie jeszcze przy gwałtownych ruchach czy w momencie jak dźwignę coś cięższego ale fizjoterapeutka mówi, że to się da wyćwiczyć.

Poniżej parę zdjęć :)
To zdjęcie zrobiłam zaraz po przewiezieniu mnie z sali pooperacyjnej. Miałam tylko znieczulenie miejscowe wiec cały czas byłam przytomna.


A to już w domu, w pierwszej dobie po operacji... Teraz jak patrzę to nie wyglądałam tak źle hihihi


To już chyba trzeci gips z kolei...



Tu widać cięcia i szwy tuż przed ich zdjęciem.


A to już same blizny po 7 tygodniach od operacji. Nie jest źle.


Nadal też jestem na zwolnieniu lekarskim i możecie się śmiać ale bardzo się z tego cieszę... Nie dlatego, że mam wolne od pracy, nie nie nie... Ciesze się, bo dzięki temu spędzimy święta w Polsce. Pierwszy raz od pięciu lat :)

***

A jeśli chodzi o odszkodowanie to NHS bardzo utrudnia nam dostęp do dokumentacji... Mają chyba jakoś około 6miesięcy by to udostępnić więc wstrzymują jak tylko się da. Ale jak dzwoniłam ostatnio do adwokata to mówił, że coś posunęło się do przodu. Pewnie nic nie wskóram ale chce im udowodnić, że tak się z ludźmi nie postępuje.
w każdym bądź razie dam wam znać co i jak.

wtorek, 4 października 2016

235. Chomcio

Dorobiliśmy się kolejnego członka naszej wspaniałej rodzinki :)
I teraz jest nas pięcioro :)


Chomcio, bo tak ochrzciła naszego chomiczka Andy, zamieszkał z nami 21 lipca tego roku.
Długo na niego czekaliśmy ale musieliśmy mieć 100% pewności, że dziewczynki są gotowe na małe zwierzątko. Chcieliśmy sobie i im oszczędzić nieprzyjemnych sytuacji, tak w razie gdyby coś miało się nie udać.


Ale nadeszła odpowiednia pora.
Pojechaliśmy do sklepu i Andy wybrała swego pupila :)
Od razu go wypatrzyła. Był inny niż wszystkie i trzymał się z dala od innych. 
Wskazała na niego paluszkiem i już wiedzieliśmy, że Chomcio skradł jej serducho ♡


Chomcio jest z nami już ponad dwa miesiące. 
Przyzwyczailiśmy się do niego i on do nas chyba też hihihi
Zauważyłam tylko, że to jednak Amelka bardziej reaguje i interesuje się Chomciem niż Andrea. Bywa :) A z drugiej strony wszelkie obawy które miałam przed kupnem zwierzątka teraz znikły całkowicie :)
Dziewczynki uważają i są ostrożne. Uczą się szacunku i dbania o codzienną higienę przy Chomciu.


Czasem żałuję, że nie mamy pieska ale chomik to była słuszna decyzja :)


Pozdrawiamy już w piątkę :)

środa, 28 września 2016

234. Uczennica

Nie pamiętam kiedy ostatnio zaglądałam na bloga... Tęsknię za Waszymi postami i za Wami. Jednak ostatnio tyle się dzieje, że normalnie tego nie ogarniam.
Do tego wszystkiego najbardziej odczuwam dyskomfort mojej chorej ręki :( Ale o tym w kolejnym poście, obiecuję obfitą relację :) Od razu się usprawiedliwię - jestem na prochach przeciwbólowych więc jak post będzie mało logiczny wybaczcie :)))


***


Dziś moi mili blogerzy tematem numer jeden jest moja pierworodna
Muszę się pochwalić, że oficjalnie mam w domu uczennicę :)
Andrea zaczęła szkołę 8 września i tak dzień w dzień, bez sobót i niedziel oczywiście, wstaje rano i zawsze z uśmiechem wita swoją panią i szkolnych przyjaciół. Jestem mega szczęśliwa kiedy widzę moje dziecko takie happy.
Andy to rezolutna dziewczynka ale odkąd zaczęła chodzić do tej szkoły zaszły w niej ogromne zmiany. Dużo więcej rozumie i stara się mówić po angielsku. Zazwyczaj kopiuje panie ale to duży krok do przodu :) Poza tym ciągle opowiada o zabawach z dziećmi. A dziś pierwszy raz nazwała jedną z koleżanek swoją przyjaciółką. Aż mi się łezka zakręciła w oku. Pamiętam, że moją przyjaciółkę też poznałam w jednej z pierwszych klas w szkole i ta przyjaźń trwa do dziś :)


Powiem Wam, że ciężko było jej wytłumaczyć dlaczego szkoła jest nieczynna w soboty i niedziele hihihi Nie wiem czy to dokładnie zrozumiała ale ostatni weekend nie było tyle krzyku co poprzednio, że 'Tato wieź mnie do szkoły!!!' Oj trzeba ją było zobaczyć w akcji...


No to się pochwaliłam :)
A od jutra zaczynam nadrabiać zaległości w czytaniu Waszych blogów :)

Dobrej Nocki!